piątek, 12 grudnia 2008

zachlaniec

>przez wzglad na to, ze kupilam sobie piekne buty i jeszcze cudowniejsza sukienke na sylwestra postanowilysmy dzis pic...
a bylo tak
-po pierwszej milosci Marcinek poszedl do kolegow (chcial nas wziasc ze soba, ale Enn bala sie popelnienia grzechu z W.)
-nastepnie ja przystapilam do skrobania ziemniakow, w nowych butach, celem ich rozbicia i nauki chodzenia na WYSOKICH obcasach
-Enn robila ciasto na ciasteczka, ktore potem przemienily sie w...ciacha penisy...i sa porozwieszane po calej kuchni...

-potem zaczelysmy balet...

-a potem bylo juz tylko gorzej...czyt. ciasto ladowalo wszedzie...na scianach, suficie(co widnieje na zalaczonym obrazku), oknie...az przyszla sasiadka powiedziec nam dobranoc...

-a po wypiciu kilku glebszych (tzn moje nie byly az tak glebokie)spostrzeglam, ze nie pamietam kiedy zalozylam sobie cos na glowe...

tudziez zdjecie wysublimowane robione przez pania C...ktora posiada niewatpliwie talent fotograficzny :)

Brak komentarzy: